Pierwszy samochód w Poznaniu i legalnie pijani kierowcy – skąd wyjechała polska motoryzacja?

Po bruku tłuką się kopyta, które zostawiają za sobą ślady ozdobnych kół. Kopyta kończą się pyskiem, który parska na przechodniów i innych ludzi. Ludzie plączą się przed nimi jak warkocze o długości całej ulicy. Ulicy, która płynie kapeluszami – białymi z pawim piórem i czarnymi. Czarne kapelusze czytają „Dziennik Poznański”. Ich oczy przejeżdżają przez artykuł o niejakim Stanisławie Brzeskim, młodym pasjonacie motoryzacji, który sprowadził do Poznania pierwszy czterokołowy automobil.

Trzy lata wcześniej – w 1898 roku – zakupił też francuskiego trzykołowca – De Dion-Bouton. W 1907 roku powstaje przedsiębiorstwo Brzeskiauto, a sam Brzeski staje się jednym z pionierów motoryzacji nie tylko w Wielkopolsce, ale i w całej Polsce. W 1912 roku po poznańskich ulicach jeździło już 834 samochody – dziś jest ich niemal 300 000.

Jak zdemolować ulicę automobilem? Tak jak pewien pijany kierowca ciężarówki, który w 1928 roku uciekał przed policją – a dokładnie czterema policjantami na rowerach, bo ówcześni stróże prawa nie mogli pochwalić się wtedy jeszcze zbyt wieloma pojazdami na czterech kołach. Alkohol za kierownicą nie budził większych kontrowersji, mimo tego że zazwyczaj okazywało się, że to właśnie on jest sprawcą wypadku.

Ale był to cichy sprawca, bo nawet po wprowadzeniu w 1928 roku prawa, które zabraniało prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwym sprawcy wypadku – byli karani za niewłaściwe kierowanie pojazdem, a nie za alkohol we krwi. W zachodniej części Europy (w Belgii czy Danii) policja była natomiast już wtedy wyposażona w narzędzia do pobierania krwi z palca zatrzymanego kierowcy. Rezultaty? Podobno bardzo trafne – nawet w dzisiejszych standardach. Za to próg dopuszczalnego spożycia alkoholu był inny, bo kończył się na jednym promilu – przedwojenni eksperci uważali bowiem, że mniejsza dawka w ogóle nie wpływa na sposób prowadzenia pojazdu.

Dopiero po wojnie zaczęła się prawdziwa – że tak to ujmę – kalibracja alkomatu. Poznań w czasach PRL-u – jak i zresztą teraz – przyciągał tłumy na Międzynarodowe Targi Motoryzacji, a dziury w przepisach w końcu powoli łatano.

 

Materiał partnera zewnętrznego

Autor

Redakcja

bypoznan.pl